MEDytacja dnia

Św. Andrzej Bobola

Trzeba powiedzieć, że Andrzej Bobola miał swój charakter. Miał wiele zalet, ale miał też swoje słabości. Był bardzo gorliwy, ale i porywczy. Miał cechy charakteru, które nie dyskwalifikują świętych - ważne, żeby nad nimi pracować. A że pracował, to pewne, bo porywał dusze. Porywał nie tylko katolików, ale wszystkich, bo służył wszystkim. Porywał prawosławnych i wszystkich, których spotkał, szedł do nich, pomagał im. Gdy dowiedział się, że są ludzie ochrzczeni, którzy żyją w lesie, w odosobnieniu i nie bardzo wiedzą, co to znaczy Ewangelia, szedł do nich i niósł im czynne świadectwo miłości bliźniego. To była ewangelizacja, to była prawdziwa nowa ewangelizacja na tamte czasy.

Niestety, były to czasy niełatwe. Wielkie tarcia polityczne, wielkie tarcia religijne. Pamiętajmy, że jezuici powstali w XVI wieku, tuż po reformie protestanckiej, tuż po wystąpieniu Marcina Lutra. Wtedy te sentymenty i resentymenty były bardzo mocne. Nie zapominajmy, że próba zjednoczenia, przybliżenia prawosławia trwała od setek lat. Sobór w Konstancji i później unia brzeska były próbami przypominania o jedności, o potrzebie powrotu do rodziny chrześcijańskiej wszystkich razem. Za tym tęsknimy i dzisiaj. Niejednokrotnie interesy polityczne przeciągały tych ludzi. Bogdan Chmielnicki w tym czasie otrzymał złotą szablę, aby podburzać Moskwę jeszcze mocniej przeciw Rzymowi. I stało się to, co miało się stać: Kozacy napadający na Pińsk chwycili tego misjonarza razem z jego kolegą, o. Mafonem. Obydwu - o. Mafona dzień wcześniej, a Andrzeja Bobolę 16 maja - zamordowali w okrutny sposób w Janowie Poleskim. Andrzejowi wykłuli oko i odcięli palce, a skórę zdarli na znak ornatu. I zostawili go, bo zbliżał się oddział wojska polskiego; wszyscy mordercy uciekli.

Abp Józef Michalik

Homilia wygłoszona w Strachocinie, 26.04.2010 r.